Autorka określiła swoją powieść mianem „romantycznej groteski z dużą dozą absurdu". I rzeczywiście - z urokiem, niezwykłym humorem i dystansem opisuje rzeczywistość, która otacza nie tylko ją i jej bohaterkę, ale nas wszystkich.
- Sto lat, kochanie! - wykrzyknęła Matka, brutalnie zdzierając ze mnie kołdrę (oraz dwa koce) i podstawiając pod nos mdło wyglądający torcik czekoladowy.
- Wszystkiego najlepszego! - rzekł godnie Włodzimierz, na głowie poprawiając sobie seledynową spiczastą czapeczkę.
Gdzieś z tyłu mignęły mi sylwetki Michała i Smarka. Włodzimierz położył na łóżku prezent, opakowany w zniechęcająco czerwony papier.
Ciekawe co tym razem, książka czy płyta? No tak. Książka o płytach.
- Dzięki - mruknęłam, zastanawiając się, kogo mogłabym obdarować arcyciekawą, zapewne, pozycją „Koncerty organowe na nośnikach CD - klasyka kontra nowoczesność".
- Nie ma za co, wiem jak lubisz organy - zaćwierkał Włodzimierz uradowany.
- A to ode mnie - Matka postawiła obok mojego, niestety, jeszcze oddychającego ciała, podejrzany przedmiot o niepokojących gabarytach, nieudolnie zawinięty w ten sam czerwony papier.
- No dalej, otwórz! - zaszczebiotała.
